16 lip 2017

Opener 2017


Jeśli mam być szczera, to właściwie nigdy mnie raczej nie ciągnęło na Openera. Wiedziałam, że jest. Czasami oglądałam jakieś relacje z niego, ale raczej bez parcia "muszę tam być!". Jedynie w 2013 roku, kiedy jednym z wykonawców była Rihanna, wtedy naprawdę bardzo chciałam iść. Później pojawiła się opcja, że w tym czasie w ogóle nie będę w Trójmieście i nie kupiłam biletu, a koniec końcu wyjazd nie wypalił i bardzo żałowałam, że jednak się na to nie zdecydowałam. 



W tym roku jakoś na przełomie stycznia i lutego pojawiła się informacja, że teraz jedną z gwiazd będzie The Weeknd. No tego już przegapić nie mogłam! Aczkolwiek kupiłam bilet tylko na jeden dzień. Na razie chciałam zobaczyć jak to w ogóle wygląda. Trochę później żałowałam, że nie wzięłam weekendowego bo w sobotę grała Dua Lipa, która również uwielbiam. Ale co zrobić. Dosyć późno ją ogłosili. Tak samo Lorde.

Strasznie zazdroszczę osobom, które bawiły się przez pierwsze dwa dni festiwalu. Pogoda naprawdę im dopisywała. Niestety 3 dnia już nie było tak kolorowo. Strasznie deszczowo i wietrznie. Razem z Karoliną, z którą wybrałam się na festiwal, przeszłyśmy mniej więcej cały teren Openera żeby zobaczyć co gdzie jest, kupiłyśmy coś do jedzenia i ledwo dobiegłyśmy pod jakikolwiek namiot, żeby nie zmoknąć. Obie miałyśmy na sobie kurtki przeciwdeszczowe i peleryny, a mimo to przemokłyśmy. Zdecydowanie nie polecam. Chociaż z tego co się zdążyłam zorientować to taka pogoda jest normalna w czasie Openera. Także trzeba po prostu załatwić sobie dobrą ochronę przed deszczem i można się bawić!
+ rada na przyszłość dla każdego kto jeszcze na Openerze nie był i nie orientuje się w takich festiwalowych klimatach. Nie łudźcie się, że zjecie i napijecie się po taniości. Cena piwa czy na przykład frytek była dla mnie zrozumiała. Wiadomo, ludzie chcą wykorzystać sytuacje i trochę zarobić. Ale miska makaronu za prawie 3 dychy? :') Chociaż też fakt, że znajdziecie tam wszystko. Burgery, pizze, frytki, jakieś kebaby, ogólnie masa fast foodów, naleśniki. Nawet sushi jest! Także do wybory do koloru.
Ostatnią taką techniczną rzeczą, którą chciałam poruszyć jest dojazd na teren Openera oraz z powrotem na dworzec. Tutaj naprawdę byłam pod wrażeniem. Co chwila podjeżdżał darmowy bus. Bardzo dobra organizacja pod tym względem. Wszystko szło sprawnie. 











Instagram Karoliny (klik)




A sam koncert The Weeknd. Jedno wielkie wow! Naprawdę. Czytałam później opinie innych ludzi. Część się też zachwycała, część marudziła. Wiadomo, zdania są zawsze podzielone. Mi się bardzo podobało. Wyskakałam się, wyśpiewałam jak nigdy. Szkoda tylko, że tak krótko :( Później przez ponad tydzień miałam depresję pokoncertową i chciałam jeszcze raz. W sumie dalej chcę, haha.
Byłyśmy też na innych koncertach, ale to raczej tylko na kawałek, bo obie przyszłyśmy głównie na The Weeknd.

















A o to sprawca tego, czemu ten post dodaję dopiero teraz. 
Nagrałam trochę filmików na snapie oraz prostu na telefon i później pomyślałam, że fajnie byłoby to dodać w formie takiego dodatku do zdjęć. Problem był tylko w tym, że kompletnie nie znam się na montażu filmów.  Najpierw musiałam zgrać wszystkie pliki i skonwertować do jednego typu plików. Znaleźć program, który mniej więcej szybko ogarnę i to wszystko tam złączyć. 
No zawodowym montażystą to ja raczej nie zostanę. Podziwiam ludzi, którzy potrafią skleić filmiki i jeszcze dodać jakieś fajne bajery w kilka godzin. Naprawdę. Ja to ledwo złączyłam! Także proszę się nie śmiać. Wiem, że nie jest to najlepszej jakości, momentami trzęsę tym aparatem jak nienormalna i jest jakieś logo programu, w którym pracowałam.Ważne, że jest! 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz