7 maj 2017

Majówka 2017


Cześć!

Znowu nie było nowego wpisu w środę, wiem. Chyba musiałam odpocząć chwilę od bloga. Ostatnio spisałam sobie różne pomysły na posty. Zarówno te kompletnie nowe oraz takie, które już czekają w wersjach roboczych nieraz od miesięcy. Także pomysłów mam nie mało, ale zgubiłam gdzieś wenę do ich pisania. Taki mały kryzys twórczy. Oby do mnie niedługo wróciła na dobre, bo jednak lubię tutaj coś napisać i dzielić się z Wami tym co tworzę.



Dzisiaj dosyć ważny dla mnie wpis, do którego będę na pewno z przyjemnością wracać jeszcze przez długi czas. Od razu ostrzegam, że jest naprawdę dużo zdjęć. Nie będę pisać ile się ich naliczyłam, co by Was nie straszyć. Mam nadzieję, że pomimo ilości, będzie Wam się fajnie je oglądało :)

Jeszcze tak mniej więcej dwa tygodnie temu gdyby ktoś mnie zapytał o plany na majówkę, powiedziałabym, że nie zamierzam raczej robić nic specjalnego. Ot wolny czas od zajęć. Pewnie przeznaczę go na listy, maile, bloga, książki, seriale, pisanie licencjatu oraz jakieś sporadyczne wycieczki z całą familią albo we dwójkę z siostrą. A tu bum, zmiana o 180 stopni.
Dokładnie 22 kwietnia wpadł mi do głowy pewien pomysł i napisałam do mojej przyjaciółki z drugiego końca Polski, z którą koresponduję mailowo. Znamy się dokładnie od 9 maja 2016 roku. Mimo odległości oraz w sumie nie tak długiej znajomości, mamy naprawdę całkiem bliski kontakt. Zapytałam jakie ma plany na majówkę i czy nie chce przyjechać nad morze. Może z dwa dni później dostałam od niej wiadomość, że może się do mnie wybrać. Był to trochę szalony pomysł, patrząc na to, że uzgadniałyśmy to zaledwie tydzień przed długim weekendem ale się udało. Spędziłyśmy razem niecałe 3 dni.
Była to dla mnie pierwsza taka sytuacja. Do tej pory widziałam się z jedną koleżanką, z którą pisałam listy ale wyglądało to trochę inaczej bo widziałyśmy się przez jakieś 2-3 godziny łażąc po Starym Mieście w Gdańsku. A tutaj spędziłam całe kilka dni.
Jak już kiedyś pisałam, za czasów gimnazjum/początków liceum, internetowe znajomości to była dla mnie norma. Miałam masę znajomych, z którymi mogłam gadać godzinami przez gadu gadu, skype albo facebooka. Jednak, o ile nie byli to ludzie z Gdańska bądź okolic, z którymi się mogłam normalnie spotkać, to nigdy nie widziałam ich na żywo.
Z moją przyjaciółką jak wspominałam, znam się przez pisanie maili. Obserwujemy się też na na różnych social mediach i blogach (tak, obie je piszemy). Tam również ze sobą rozmawiamy, więc mamy też kontakt na codzień. Rozmawiamy praktycznie o wszystkim i naprawdę świetnie się rozumiemy. Jakie uczucia towarzyszyły przed jej przyjazdem?
Na pewno podekscytowanie, że w końcu ją zobaczę, ale też niemały stres czy na żywo będziemy się tak dobrze dogadywać jak przez internet, czy któraś z nas nie rozczaruje się nieco drugą osobą. Nigdy nie rozmawiałyśmy przez telefon czy skype, także nawet nie miałyśmy możliwości pogadać czy się usłyszeć (chociaż tutaj poprawka, bo oglądałam Nicole kilka razy na grupowym snapie).
Gdyby ktoś mnie teraz zapytał jaka jest Nicole w rzeczywistości, to powiedziałabym, że jest otwartą osobą, z którą można pogadać na każdy temat, z poczuciem humoru, wygadaną i strasznie kochaną. Spędziłyśmy razem naprawdę świetny czas. Pobawiłam się trochę w przewodnika. Narobiłam (zresztą jak zobaczycie niżej) masę zdjęć.
Kiedy odjeżdżała, naszła mnie taka myśl, że już rozumiem ludzi dla których taka przyjaźń na odległość to norma i codzienność. Wcześniej było to dla mnie takie ~ fajnie móc z kimś pogadać, ale co dalej z tym? Wolę nawiązywać kontakty w realnym świecie. Teraz wiem, że takie znajomości są serio fajne. Mamy okazję poznać ciekawego i wartościowego człowieka z drugiej końca kraju, albo i świata. Możemy go odwiedzić jeśli istnieje taka możliwość. Poznać trochę tego świata. Nie zamykać się tylko na najbliższe otoczenie. I ta radość kiedy w końcu możesz zamienić kilka słów z bliską Ci osobą, a nie tylko wystukiwać literki na klawiaturze. Bezcenna!
Naprawdę cieszę się, że poznałam Nicole. I przez internet i w rzeczywistości. Nie ukrywam, że było mi bardzo smutno kiedy odjeżdżała. Mam nadzieję, że takich spotkań będzie jeszcze masa. A Wam również życzę takich przyjaciół, bo to serio fajna sprawa. :)

Przy okazji jakiś czas temu Billie Sparrow, którą obserwuję na youtubie, nagrała filmik na temat właśnie internetowych znajomości. Powiedziała tam sporo rzeczy, z którymi się teraz całkowicie zgadzam. Dlatego, żeby się bardziej już nie rozpisywać zapraszam do oglądania -> klik


Gdańsk Oliwa

Tymczasem zapraszam na relację zdjęciową. Na pierwszy ogień idą zdjęcia z Parku Oliwskiego (to już chyba u mnie standard) i kilka ujęć z Pachołka. Niestety miałam wtedy mały problem z aparatem i zdjęcia są robione głównie telefon, ale myślę że zbytnio na tym nie ucierpiały. 


























Gdynia Orłowo











Te gofry chodziły za mną  już chyba od miesiąca.





























































Gdańsk Stare Miasto
























A o to co się znajdowało w gmachu Wielkiej Zbrojowni. Urządzane są tam wystawy studentów ASP.
Naprawdę fajna sprawa. Polecam każdemu się tam kiedyś wybrać ;)

































W końcu jakaś kolorowanka dla mnie!


Lody tradycyjne na ulicy Wajdeloty we Wrzeszczu. Polecam!



I na koniec pamiątkowe selfie :)
PS Mały edit. Nicole znajdziecie tutaj -> instagram i tutaj ->blog. Polecam!

Jeśli ktoś dobrnął do końca tego postu to naprawdę gratuluję, haha.
Do napisania!

6 komentarzy:

  1. Hej! Przybyłam tu z grupy San i masz na prawdę cudownego bloga! Śliczne zdjęcia. Lecę czytać twoje inne posty i zapraszam Cię też do mnie! Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. To Wasze spotkanie jest już chyba legendarne :D Cieszę się, że się udało. A w Gdańsku jest po prostu bajecznie, ewentualnie to po prostu zasługa Twojego talentu fotograficznego :) Podobnie jak Ty, dłuuugo nie spotykałam się ze znajomymi poznanymi w necie spoza Piotrkowa i okolic. Zmieniło się to dopiero w ubiegłym roku i póki co nie żałuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, super być legendą XD
      Dziękuję! :)
      Ja też zdecydowanie nie żałuję i mam nadzieję, że takich spotkań będzie dużo więcej.

      Usuń