12 kwi 2017

DIY - inspiration

Cześć!

Kilka razy już z pewnością wspominałam na blogu o tym, że lubię kreatywne rzeczy. Zresztą to pewnie widać. Nie są mi obce różne diy (do it yourself ~ czyli po prostu zrób to sam), mimo że jakiegoś super plastycznego talentu nie posiadam. Od kilku lat w ogóle nie rysuję, nad czym trochę ubolewam ale cóż. Za to lubię robić teraz inne cuda.
W związku z tym, dzisiaj chciałabym Wam pokazać kilka rzeczy, które udało mi się ostatnio stworzyć, bądź już pewien czas ozdabiają mój pokój, jednak wciąż jestem z nich bardzo zadowolona. 


ALBUM

Na pierwszy rzut idzie album. Początkowo planowałam wywołać zdjęcia z instagrama przez internet, bądź samemu wydrukować i przyczepić na ścianę. Wahałam się między tym pomysłem a zawieszeniem ich na sznurku. Koniec końców stwierdziłam, że chcę jednak coś innego. Zainspirowałam się pomysłem Pauli Mroczkowskiej (jej blog i filmiki pokazujące jak ona to stworzyła -> część 1 i część 2) i zaczęłam robić swój własny album ze zdjęciami.
Czemu się na niego zdecydowałam? 
Myślę, że jest to super pamiątka na lata, zawsze możemy do tego zajrzeć, zaszaleć przy tworzeniu i jest to takie nasze. Chociaż wciąż myślę, czy by kilku nie umieścić gdzieś na ścianach.  



Zdjęcia wydrukowałam sama. Myślałam przez chwilę o zamówieniu przez internet, ale szczerze mówiąc było mi trochę szkoda pieniędzy i czasu. Mam całkiem dobrą drukarkę i specjalny papier do zdjęć, który i tak leżał od dłuższego czasu, więc stwierdziłam, że poradzę sobie sama. Poszło całkiem szybko i sprawnie.
Btw. jeśli ktoś ciekawy pudełeczka to jest z TkMaxxu.




To białe i prześwietlone (niestety) posłużyło do przyklejenia zdjęć (tak, zapomniałam jak to się nazywa). Działa tak samo jak te specjalne gumy do przyklejania zdjęć czy obrazków na ścianę.
Kupiłam w Tigerze za 6 zł chyba.



Moja spora kolekcja naklejek. Zbieram je jakoś od półtora roku i mam już ich naprawdę sporo, zresztą jak widać. Najbardziej zużywam je przy pisaniu listów, ale coś i tak ten zbiór nie chce się zmniejszać.



Album kupiłam w pepco za 20 zł. Były różne wzory.

A o to co mi z tego wyszło. Wiadomo, że nie są to jeszcze wszystkie zdjęcia.
Dopiero zaczęłam tworzyć. Przyznam, że bardzo fajne zajęcie. Trochę klejenia i doczepiania jest, ale to nawet odpręża, haha!








Notes - wszystko i nic

Zdecydowanie taka nazwa jak najbardziej pasuje do kolejnej rzeczy, którą chcę Wam pokazać. 
Zawsze strasznie podobały mi się notatniki, w których ludzie zapisywali wszystko co wpadnie im do głowy, rysowali, wklejali, coś tworzyli. Jednym słowem artystyczny nieład i wszystko w jednym miejscu. Uwielbiam patrzeć na zdjęcia, które to przedstawiają. 

Od jakiegoś czasu, całkiem dużą popularnością cieszy się coś takiego jak bullet journal. 
Początkowo nie za bardzo wiedziałam co to dokładnie jest, ale kolorowe, pełne różnych notatek i obrazków. No piękne! Zagłębiłam się nieco w wiedzę na ten temat. I czego się dowiedziałam?
Jest to sposób planowania. Dni, tygodni, miesięcy. Bardzo twórczy sposób. Ludzie zapisują swoje zajęcia, rzeczy do zrobienia, nawyki, itd. (więcej na ten temat chociażby tutaj ->klik). 
Wydawałoby się, że to coś dla mnie, w końcu bardzo zorganizowany ze mnie człowiek. Jednak jak wspominałam, nie rysuję + mimo wszystko nie lubię aż tak planować. Prowadząc swój bullet journal, trzeba być jednak systematycznym a ja nie lubię robić czegoś na siłę. Mi w organizowaniu czasu wystarczy zwykły kalendarz. Serio. Na Święta dostałam taki spory z antystresowymi kolorowankami i byłam w raju. Jednak jego rozmiar dawał się we znaki i ostatnio przeprosiłam się z małym kalendarzem, zakupionym we wrześniu w empiku. Tak jak wcześniej nie wiedziałam tak naprawdę co w nim umieszczać, tak teraz zapisuję wszystko. Jakie zajęcia mnie czekają na uczelni, pomysły na posty, cytaty, rzeczy do zrobienia, tytuły książek, filmów, etc. 

Także u mnie bullet journal by się nie sprawdził (może kiedyś to się zmieni, zobaczymy). 
Jednak potrzebowałam mimo wszystko takiego twórczego miejsca. Do pisania czy wklejania różnych rzeczy. I tak powstał ten notatnik. Kupiłam go w Tigerze za max 10 zł. Był cały czarny, ale widać jak skończył, haha. Początkowo miał mi służyć jako coś a'la "wakacyjny dziennik". Poprzednie wakacje były bardzo pracowite, przez co pomyślałam, że fajnie byłoby o tym trochę pisać i móc później je wspominać. I tak jak możecie się spodziewać, średnio mi ten pomysł wyszedł. Za to zaczęłam sporo rzeczy wklejać. Różne bzdety (typu bilety, paragony - nie pytajcie). Później doszło robienie list jak np "przeczytane książki w 2017 roku",  cele na ten rok, posty, które już stworzyłam na blogu, seriale do obejrzenia. Chociaż i tak najbardziej podobają mi się kolaże, które tworzę z obrazków wydrukowanych z tumblr.
  



Część rzeczy, które do niego wklejam pochodzi z listów.
+ tak wiem, że twórcze podpisy











Jak widać, panuje w nim "lekki" chaos, ale lubię to.


Notes II

Tutaj już niestety żadnej twórczej nazwy nie wymyślę. Mój kolejny artystyczny chaos.
Notes dostałam chyba kiedyś od mamy, ale nie jestem pewna.
Leżał przez długi czas w szufladzie czekając na cud. Przez chwilę chciałam zapisywać w nim cytaty. Skończyło się na zapełnieniu w 1/100 pierwszej strony.


Pomysł na to co z nim zrobić, powstał kiedy tworząc mój wyżej opisany notes stwierdziłam, iż większe rzeczy które mam do wklejenia się tam nie mieszczą a chcę je gdzieś trzymać. Tym sposobem powstało to:



Na razie jest tego niewiele, ale powoli się tworzy :)


Kolejne notesy i zeszyty, które czekają aż coś w nich zdziałam. Za bardzo lubię takie rzeczy i później nie wiem do czego ich użyć... Ten po lewej już gościł na moim blogu (ale dla przypomnienia jest z TkMaxxu i kosztował max 14 zł), a po prawej z Biedronki. Miałam go wykorzystać do jakiegoś przedmiotu na uczelni, ale jest za ładny, żeby tak skończył.


Ramka na zdjęcia



Ta ramka czekała dobrych kilka miesięcy zanim wybrałam zdjęcia i powiesiłam ją na ścianie. Ale zdobi ją do dziś. Każda z fotografii jest mojego autorstwa.


Tablica korkowa



Na koniec moje ulubione miejsce w pokoju (no pomijając łóżko). 
Kiedyś dostałam taką mała tablicę korkową, bo chaos panujący na moim biurku dawał się we znaki, a jednak dobrze mieć np. plan lekcji gdzieś w widocznym miejscu. Później zaczęłam przyczepiać do niej różne rzeczy i szybko zaczęło mi brakować przestrzeni na nowe. Trochę marudziłam, że fajnie by było jednak mieć ją trochę większą i dostałam! 
Jak widać mam na niej masę rzeczy. Niektóre są całkiem nowe, przysłane wraz z listami, inne pamiętają czasy liceum a nawet i bardziej zamierzchłe okresy.

Mały fun fact: zdjęcie zrobiłam kiedy na blacie panował jeszcze chaos, a niedługo później wysprzątałam go (logika Pawłowskiej, sprzątnąć po zrobieniu zdjęcia...).

I to w sumie na tyle dzisiaj. Czemu właściwie chciałam Wam pokazać te rzeczy?
Moim zdaniem takie diy potrafią wprowadzić naprawdę fajny nastrój do pokoju. Robi się on bardziej przytulny. Notesy, pozwalają na zatrzymanie wspomnień w jednym miejscu. I byciu twórczym. Poza tym to fajne zajęcie. Tworzenie ich może sprawić naprawdę sporo frajdy. Mogą być też fajną inspiracją na prezent dla kogoś!  :)


Mam nadzieję, że post przypadł Wam do gustu. Koniecznie dajcie znać!


4 komentarze:

  1. O mamo... jak zobaczyłam te twoje naklejki, to zapragnęłam powiększyć moją kolekcję, zdecydowanie. <3 Bardzo podoba mi się twój album, a taki notes w którym znajduje się wszystko, ale w sumie też nic konkretnego, ja również prowadzę, uwielbiam to robić! No i kocham twoją tablicę korkową, ale to już wspominałam (chyba) :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Album rewelacyjny. Muszę też nad takim pomyśleć.
    Pozdrawiam Cię serdecznie
    Monika I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      Polecam, to naprawdę super sprawa :D

      Usuń