10 paź 2016

Studia

Cześć!

Myślę, że post który chcę dzisiaj przedstawić, raczej Was nie zaskoczy. Chociaż przyznam, że na ten pomysł wpadłam dopiero niedawno. Chciałam go stworzyć jeszcze przed rozpoczęciem roku akademickiego, ale niestety średnio mi to wyszło.
Osobiście jestem właśnie po pierwszym tygodniu zajęć. Zaczęłam 3 rok, czeka mnie teraz pisanie licencjatu i wybieranie studiów II stopnia. Brzmi trochę strasznie? Przyznam, że stresik jest i to nie mały. Jednak nie ma co się denerwować na zapas, na razie to dopiero początek.
Chcę Wam dzisiaj troszkę opowiedzieć o swoich studiach i dać kilka rad (mam nadzieję pomocnych).


Co ja właściwie studiuję?

Mój kierunek zwie się Międzynarodowe stosunki gospodarcze. Studiuję na Uniwersytecie Gdańskim, na wydziale ekonomicznym.

Często dostaję pytania "A czego Ty się właściwie tam uczysz?" "Co można robić po takich studiach?" i moje ulubione "Czy masz tam serio tak dużo matmy?".

Odpowiadając na najważniejsze pytanie, po MSG można założyć przedsiębiorstwo lub dołączyć do już istniejącego, zarówno w skali krajowej, jak i międzynarodowej. Można też szukać pracy w korporacjach, organizacjach i instytucjach międzynarodowych.

Co do faktu, czego się tam uczę

Takimi ważniejszymi przedmiotami jest np. makro i mikroekonomia. Uczą tego jak działa gospodarka, jak to wszystko wygląda na rynku. Przyznam iż jest to całkiem przydatna wiedza. Nie raz jak słucham wiadomości czy gdzieś coś czytam, to mimowolnie analizuję to pod kątem tego, czego się już nauczyłam. Także zawsze coś w głowie zostaje.
Po za tym są też przedmioty, które uczą jak funkcjonuje Unia Europejska, co to jest handel światowy, prawo, finanse, itd.

Czy masz tam serio tak dużo matmy?

To jest moje ulubione pytanie. Dostaję je zarówno w mailach czy listach, kiedy mówię co studiuję albo od ludzi, którzy wybierają się na mój kierunek i piszą do mnie wiadomości, żeby się dowiedzieć co i jak (btw jeśli ktoś z czytających też się wybiera i ma dodatkowe pytania to pisać śmiało :) najlepiej gdzieś na priv )
Matmę jako przedmiot miałam na 1 semestrze. Moim zdaniem nie była jakoś strasznie trudna. Jeśli się do niej przysiadło kilka razy tak porządnie i opracowało tematy (których też nie było jakoś strasznie dużo), to nie miało się z nią jakiś większych problemów. Później była mikroekonomia i jeszcze kilka przedmiotów gdzie były różne wzory. Tam to już bardziej chodziło o zrozumienie tego skąd co się brało.
Podsumowując, jeśli ktoś potrafi logicznie myśleć, a w szkole średniej nie miał większych problemów z matmą (sama leciałam na trójach/czwórach, także geniuszem nie jestem), to poradzi sobie na takich studiach. Przynajmniej moim zdaniem.
Dodatkowo wstawiam link do strony mojego wydziału, także jak ktoś chce sobie poczytać więcej to zapraszam -> UG ekonomia


Chyba to na tyle z informacji na temat mojego kierunku. Teraz czas na kilka moich porad. Mam nadzieję, że komuś się przydadzą :)
  • Na niektórych uczelniach inauguracja nie jest obowiązkowa, ale lepiej na nią iść rozpoczynając studia
  • Bardzo często dostaję pytania "kiedy najlepiej kupić książki na uczelnie?". Sęk w tym, że moim zdaniem kupowanie książek na studia jest zbędne. Ja w ciągu pierwszych dwóch lat, kupiłam 2 książki, 2 skserowałam i jedną miałam ściągniętą w wersji pdf. Resztę brałam z biblioteki. Czemu tak? Książki nie są tanie, używa się ich najczęściej jedynie w okresie sesji, a tak to leżą, zbierają kurz i zabierają miejsce. Do tego później nie zawsze łatwo jest je sprzedać młodszym rocznikom. Oczywiście jeśli ktoś ma studia gdzie potrzebuje mieć swoje, to wiadomo, że je kupi. Jednak jeśli nie potrzebujemy ich tak bardzo, to polecam odwiedzić bibliotekę.
  • Co z notowaniem na zajęciach? Moim zdaniem najwygodniej jest pisać na komputerze/notebook'u. Mój ma akurat jakiś kryzys i niestety odmawia posłuszeństwa, dlatego zaczęłam semestr od ręcznego pisania w zeszycie. Też jest wygodne, chociaż bardziej męczy, no i zawsze jest ryzyko że przez tempo napiszemy coś w taki sposób, że później nie będziemy mogli rozczytać o co chodzi.
  • Najlepiej już gdzieś na początku semestru wybrać starostę roku oraz grupy ćwiczeniowej (jeśli takie działają na naszym kierunku). To pozwala na dobry i sprawny kontakt z wykładowcami. Można się dogadać co do terminów zaliczeń/egzaminów, terminu zajęć czy innych spraw. Piszę o tym, bo czasami jest to sprawa pierwszorzędna a innym razem się o tym zapomina i dopiero któryś z wykładowców nas oświeca, że powinno się wybrać starostę.
  • Jeśli ktoś czegoś nie wie, nie jest pewien, ma jakieś pytania to śmiało mówić. Czy to w czasie zajęć, po nich albo na konsultacjach. Po to one są. Zdarza się, że wykładowca wydaje się strasznie nieprzyjemny i jedyne o czym człowiek marzy to przeżyć wykłady, zdać szybko egzamin i zapomnieć. Bywa, że prowadzący kiedy się z nim rozmawia prywatnie, okazuje się być normalnym i sympatycznym człowiekiem. Sama się już nie raz o tym przekonałam. ;) Także polecam korzystać z tej możliwości.
  • Fajną sprawą są też różne koła, organizacje studenckie, warsztaty, kursy, staże. Pozwalają nabyć doświadczenia, poznać super ludzi, nawiązać znajomości, które mogą nam pomóc w przyszłości w naszym życiu zawodowym. Często organizują bardzo ciekawe wydarzenia, na których człowiek jednocześnie robi coś pożytecznego i świetnie się bawi
  • Wykładowcy lubią straszyć, że nie chodząc na wykłady, ciężko zdać później egzaminy. Z jednej strony fakt, że słuchając i notując, możemy sporo wynieść i zaoszczędzić później szukania wraz z sylabusem fragmentów w książce, które też nie zawsze można od tak zrozumieć. Z drugiej, czasami jest to trochę przesadzone. Jeśli prezentacje są udostępnione studentom, porządnie je przejrzymy i przeczytamy co nieco jeszcze w książkach to też jest duża szansa, że na spokojnie zdamy :) Także nie ma co się przejmować zbytnio takim gadaniem.
  • Jeszcze coś odnośnie sesji. Jeżeli istnieje opcja zrobienia jakiegoś zaliczenia szybciej, to zdecydowanie to polecam. Im mniej w sesji tym lepiej. Odradzam uczenia się całego materiału w jeden dzień/wieczór. Czasami nie mamy innego wyboru i też zarwać noc, ale jeśli to przez nasze lenistwo to na prawdę warto się wziąć w garść i trochę się pouczyć nieco wcześniej. Mniej stresu, większe prawdopodobieństwo zdania i szybkiego pożegnania się z danym przedmiotem.  
  • Na koniec, poprawki. Jak to mówią studenci "po coś są te drugie terminy" i to prawda. Żaden wstyd nie zdać jakiegoś przedmiotu. Czasami (bo nie na wszystkich uczelniach) możliwe są też warunki (tak to się nazywa u nas na UG) czyli powtarzanie egzaminu za rok. Nie ma co się stresować taką sytuacją. Trzeba się po prostu porządnie nauczyć i zdać :) 
To chyba wszystko o czym chciałam napisać. Tak mi się przynajmniej wydaję.
Każdy kto śledzi moje social media, pewnie już zauważył, że nie udzielam się tam od dwóch dni. Chwilowo nie mam swojego telefonu, więc ta cisza potrwa przez co najmniej tydzień (oby jak najkrócej). Takie małe ogłoszenie parafialne.
Mam nadzieję, że ten post się komuś przyda :)
Udanego tygodnia!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz