16 paź 2016

How I started with photography

Cześć!

To co dzisiaj chcę tutaj przedstawić, miało powstać jeszcze na starym blogu. Trochę się dziwię, że koniec końców robię to dopiero teraz. Aczkolwiek jak to się mówi, lepiej późno niż wcale.
O czym będzie? Chcę Wam trochę przybliżyć początki mojej przygody z fotografią. Obiecuję, że nie stworzę eseju i postaram się Was nie zanudzić.



Swój pierwszy aparat (cyfrówkę Olympusa) dostałam na komunię. Coś tam już cykałam, ale jakie umiejętności może mieć niespełna 9-letnie dziecko? Ogólnie z fotografią, pewnie jak większość ludzi, miałam do czynienia już od małego. A to fotki z urodzin, spotkań rodzinnych, wakacji, świąt, itd. Pamiętam jak marudziłam, że nie chcę kolejnych zdjęć, że ile już można. Teraz, co jakiś czas otwieram albumy, czy to papierowe czy na komputerze i przeglądam, wspominam.
Przez resztę lat podstawówki, fotografia zeszła na dalszy plan. Mój tata wtedy zaczął mieć bzika na tym punkcie, kupił lustrzankę (Olympusa E-410) i latał robiąc zdjęcia. Ja coraz bardziej marudziłam, nie chcąc mu pozować. Do czasu.
To było na wiosnę 1 albo 2 klasy gimnazjum. Wycieczka rowerowa. Zatrzymaliśmy się nad stawem, niedaleko Obwodnicy Trójmiejskiej. Tata jak zwykle wyjął aparat i oddał się swojemu ulubionemu zajęciu. Nie wiem co mi wtedy strzeliło, ale poprosiłam go, żeby na chwilę dał mi sprzęt i sama spróbowałam zrobić zdjęcie. Jedno, drugie, trzecie. Nawet się trochę wkurzyłam, bo kolega mojej siostry, z którym byliśmy, wszedł mi w kadr i myślałam, że fotka, którą tak dokładnie kadrowałam i ostrzyłam, nie wyszła mi. Po powrocie do domu, tata zawołał mnie, pokazując to co mi wyszło na ekranie komputera. I wow, byłam w niemałym szoku. Całkiem fajnie mi to wyszło (wiem, skromność haha). Później coraz częściej pożyczałam aparat, aż w końcu przygarnęłam go na stałe.

Pierwszą teorię z fotografii miałam na obozie przed 3 klasą gimnazjum. Nauczyłam się wtedy podstaw kadrowania. Przez kilka lat latałam non stop z aparatem i co miesiąc powstawał nowy folder na komputerze, gdzie zbierałam wszystkie swoje dzieła z ostatnich 30 dni.
W klasie maturalnej miałam przerwę przez ilość nauki, przez co zapisałam się na tygodniowy kurs w czerwcu w Sopockiej Szkole Fotografii. Wtedy też opanowałam pracę na manualu (w końcu!). Przez kolejne 3 miesiące, aparat był moim nieodłącznym kompanem. Zaczęły się studia i fotografia znowu odeszła na bok. Dopiero w kwietniu tego roku odnowiłam moją dawną przyjaźń z Olympusem.

Szczerze mówiąc, to przez tą przerwę bardzo się bałam jak poradzę sobie z foceniem. Czy cokolwiek mi wyjdzie, czy znowu wrócę na tryb automatu (co było by dla mnie trochę wstydem), itd itp.
Widzę jednak, że dla mnie to jest trochę jak ze sportem. Biorę do ręki aparat, włączam i jadę z robotą tak jak to zapamiętałam. Wszystko co trzeba ustawić, robię już automatycznie. Jeśli czegoś nie pamiętam, to próbuję. Sprawdzam kiedy zdjęcie wyjdzie mi za jasne, a kiedy takie jakie powinno być.

Fotografia stała się nieodłączną częścią mojego życia. Idąc na zwykły spacer, potrafię znaleźć kilkanaście kadrów, patrzeć jak pada światło i czy wyszło by z tego fajne zdjęcie. Wiem, że dla niektórych jest to trochę maniakalne. A ja cieszę się, że znalazłam w życiu coś, w czym się dobrze czuję. Tworząc, wiem że to jest moje. Pokazuję jak widzę świat. Wiem, że nie jestem wybitna, ale pracuję nad tym. Staram się z czasem wyciągać wnioski, słucham też innych i działam. Może kiedyś uda mi się z tego zrobić coś większego. Zobaczymy.

A tymczasem, zapraszam Was na małą dawkę zdjęć. Zebrałam fotki z różnych lat, jednak nie będą one chronologicznie. Pokażę Wam jak zaczynałam i jak to też wyglądało w późniejszym okresie. Nie pamiętam już z kiedy będą pierwsze ujęcia, ale najświeższe są sprzed 3-4 lat. Wszystkie przerabiałam w programie photoscape. Miłego oglądania!




















































































2 komentarze:

  1. Super że znalazłaś coś, w czym czujesz się dobra i co lubisz robić. Według mnie to nadaje życiu sens i kolor. Świetne zdjęcia! :)

    OdpowiedzUsuń