10 sie 2016

London

Cześć!

Co prawda od mojego powrotu do Polski minął już ponad tydzień, ale zaczęłam pracę, a więc znowu dokuczał mi brak czasu. Zaraz znowu szykuje się podróż, także dodaję post póki mam chwilę.

Jeśli chodzi o ostatni wyjazd to wciąż cierpię na depresję po wyjazdową.
Londyn to zdecydowanie fajne miejsce, ma w sobie "to coś". Myślę, że jeszcze nie raz do niego wrócę. Mimo spędzonego tam 1,5 tygodnia czuję, iż to co widziałam to tylko mała część tego co to miasto ma do zaoferowania. Ale cieszę się, że w końcu udało mi się spełnić jedno z większych marzeń. 
I jak to zwykle ze mną bywa, narobiłam masę zdjęć (prawie 500 - chociaż jak na mnie to i tak w sumie niewiele) i przygotowałam dla Was całkiem sporą relacje. Nie będę za bardzo opisywać każdego z pokazanych miejsc. W większości są to różne muzea, ale nie tylko. 

 Myślę, że nie będę już dłużej przedłużać, więc zapraszam Was do oglądania :)

Pierwszy dzień, czyli podróż. 28 godzin nim wysiedliśmy  na miejscu. Bus, autokar i prom. W momencie kiedy dopłynęliśmy do Dover nie mogłam oderwać oczu od klifów. Super widok, na prawdę.







Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy było obserwatorium w Greenwich i południk zero.




 Oczywiście nie mogło zabraknąć Big Bena















Standardowo fotka z budką telefoniczną na tle wieży #typowyturysta haha


Westminster 




Teatr Szekspirowski

Jedno z dwóch miejsc gdzie czekał na nas londyński przewodnik (tak, zwykle sami sobie chodziliśmy po różnych obiektach). 







Muzeum transportu

Tutaj chcę jeszcze dodać, że w okolicy muzeum znajdowała się masa sklepów. Między innymi papierniczy, w którym spędziłyśmy masę czasu (dawno nie widziałam tylu świetnych i uroczych rzeczy w jednym miejscu), sklep disneya, który mnie trochę rozczarował, oraz chanel, dior, sklep z masą muminkowych rzeczy i inne. Trochę żałuję, że nie zrobiłam więcej zdjęć ale za bardzo skupiłam się na bieganiu i oglądaniu tego wszystkiego bo na prawdę robiło wrażenie, haha.






Muzeum Nauki i Techniki















Rejs po Tamizie

Trafił się nam kapitan z bardzo specyficznym poczuciem humoru. Swoją przemowę zaczął od tego, że na statku nie ma pokemonów. Później rzucał różnymi "śmiesznymi tekstami" i miałam wrażenie, że mija się z powołaniem i powinien być aktorem. 













m&m's world

Innym słowy istny raj. O tym, że zawitamy do tego miejsca, usłyszałam dopiero dzień przed i wprost nie mogłam się doczekać. Tak jak część miejsc mnie rozczarowała, tak to uratowało ich honor. Po przekroczeniu progu uderza w nas tak intensywny zapach czekolady, że może się aż zakręcić w głowie. To królestwo ma aż 4 piętra. Można znaleźć masę gadżetów, ubrań i różnie zapakowanych cukierków. 
Zdecydowałyśmy się na shake i oczywiście każda z nas wyszła z kolorowym woreczkiem. Te podajniki (? nie wiem jak to nazwać), które widać na drugim zdjęciu powodują, że człowiek się gubi i nie wie od czego zacząć, co wziąć. Nie pamiętam ile kosztowało 100 gram, ale za swój (całkiem spory) worek zapłaciłam 8 funtów. 
Aż szkoda mi było stamtąd wychodzić.







Muzeum brytyjskie













Muzeum narodowe

Drugie miejsce gdzie mieliśmy londyńskiego przewodnika. Szczerze to miałam obawy czy cokolwiek z tego wyniosę, jednak w tym przypadku mieliśmy tak sympatyczną panią ze świetnym poczuciem humoru. Mówiła prostym językiem i w takim tempie, że na spokojnie można było ją zrozumieć. Do tego bardzo ciekawie opowiadała.
(co do teatru szekspirowskiego to było podobnie, także polecam przewodników z tych dwóch miejsc)








Tate Modern – brytyjskie muzeum narodowe międzynarodowej sztuki nowoczesnej





















Muzeum Victorii i Alberta





















Pałac Buckingham













Leeds Castle





























Mała wystawa pokazująca historie psiej obroży (oczywiście jak tylko zobaczyłam budynek to już mnie nie było, haha).








(rysunek autorstwa Zuzi)



Piccadilly Circus i China Town











China Town zdecydowanie zdobyło moje serce, głównie przez jedzenie haha



Była masa barów gdzie za jakieś 8 funtów można było zjeść do woli na miejscu, bądź zapłacić 5 funtów, dostać taką tackę jak widać na powyższym zdjęciu i nałożyć sobie też do woli tego co się do nas uśmiecha. Z tego co pamiętam wzięłam ryż, makaron, kilka sajgonek, frytki, chyba krewetki w cieście i coś większego też w cieście (w środku była jakaś masa). Było przepyszne! Na pewno będzie to jeden z moich obowiązkowych i pierwszych przystanków przy następnej wizycie w Londynie. 

Dostaliśmy też po ciasteczku z wróżbą.


I na koniec coś bardzo popularnego. Kosztowało z tego co pamiętam 2 funty a smaków do wyboru cały regał. Była promocja 3 w cenie 2 ale już trochę podupadałam finansowo i wolałam nie szaleć. Jedyne "ale" jakie mam i przed czym mogę ostrzec to koleś pracujący w tym chińskim markecie. Masakra! Czasami można spotkać ludzi, którzy zachowują się jakby pracowali gdzieś za karę, ale to to na prawdę był koszmar. Także nasze zakupy polegały na wybraniu szybko zakupów, zapłacie i jeszcze szybszej ewakuacji z tamtego miejsca.


Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud





























Jedno z nielicznych selfie, które zrobiłam i chyba jedyne jakie mi w miarę wyszło :')

London Eye













Muzeum historii naturalnej



























I jeszcze kilka innych ujęć




Kartka ze wspomnianego sklepu papierniczego w okolicach muzeum transportu


Widok z okna naszego pokoju



Oczywiście nie mogło zabraknąć zakupów w primarku. Chociaż przyznam, że po wejściu do sklepu trochę oprzytomniałam i kupiłam naprawdę niewiele rzeczy.
Case na telefon z Muzeum narodowego
Naklejki i kubek ze sklepu papierniczego
A jedzenie częściowo z automatu na promie, sklepie gdzie wszystko było za 1 funt (to było cudowne, tyle jedzenia haha), angielskim markecie i z m&m's world


Trzeba było wydać drobniaki na promie w drodze powrotnej :')


Podróż w tamtą stronę była całkiem znośna, ale powrotna nieco wykończyła. 

Jeśli ktoś dotrwał do końca zdjęć to naprawdę podziwiam. W normalnej sytuacji podzieliłabym tą relacje na 2 części, ale że jutro rano wyjeżdżam i nie będę mieć dostępu do bloga a nie chcę dodawać drugiego posta za 2 tygodnie, także ten jeden raz pójdę na hardcore. Mam nadzieję, że mnie za to nie pozabijacie, haha.

Podsumowując, zdecydowanie jestem zadowolona z wyjazdu i jak pisałam, z pewnością nie był to mój ostatni raz w Londynie. Jedyne co mi troszkę przeszkadzało i się odbiło na moim komforcie to tłumy które były wszędzie, dosłownie. Odwiedzając tak popularne wśród turystów miejsca niestety nie było jak ich ominąć. Dlatego cieszę się, że tym razem wyjeżdżam w miejsce z dala od ludzi i miejskiej zgiełku. Czas odpocząć i naładować baterie. Z pewnością wrócę z kolejną masą zdjęć i jak zwykle z relacją na bloga ;)
Życzę udanego sierpnia i do napisania!

2 komentarze:

  1. Jestem z gdanska i jestem Twoja wielka fanka;) chodze do lo na zaspie. Wnioskując po Twoich followersach na instagramie jestes bardzo popularna! Mozesz napisac post o tym jak zyskałas swoja popularność? Bo tez zaczelam pisac bloga, ale wiem ze bardzo ciezko jest wybić sie w internecie, w ktorym bylo juz wszystko w dzisiejszych czasach. A Tobie mimo to sie udalo! Licze na jakis post o tym! Pozdrawiam i mam nadzieje ze uda mi sie Ciebie kiedys zobaczyc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, dziękuję! :) To baardzo miłe.
      Co do Twojego pytania to nie wiem jak Ci odpowiedzieć bo nie jestem popularna. Mam po prostu sporo ludzi, którzy mnie obserwują na instagramie. I nie wiem jak to się stało. Prowadzę go ponad 2,5 roku i tak się ich nazbierało. Część ludzi to osoby, które znam, że tak powiem "z reala", po prostu znajomi. Inni to osoby, z którymi piszę listy czy maile albo osoby, które widziały mnie na grupowym snapie Ziemniaczków Berry. I tak się to nazbierało :)
      A co do bloga, pisz go dla siebie. Nie po to, żeby się wybić. Tylko po to, żeby robić coś co sprawia Ci przyjemność. I nie przejmuj się brakiem obserwujących. Rób to dalej. Podsyłaj link innym, proś o rady co jest źle a co dobrze. Bierz to pod uwagę i działaj :)
      Nie wiem co bym mogła Ci jeszcze napisać. Jeśli chodzi o ostatnie zdanie to pisz śmiało. Lubię poznawać nowych ludzi i na luzie mogę się spotkać :D Nie gryzę!

      Usuń