25 cze 2016

My web history

Miałam jakieś 13 lat kiedy koleżanka z klasy powiedziała mi, że istnieje takie coś jak photoblog.pl. Pokazała mi swoje konto i jak to wszystko działa. Jak to bywa z człowiekiem ciekawym świata, też stworzyłam swój profil. Na początku dodawałam zdjęcia psiaków z internetu. Już nawet nie pamiętam co wtedy pisałam. Niedługo później założyłam nowe konto i tak się zaczęła moja przygoda w internecie. Mimo mojego często słomianego zapału (ileż to razy próbowałam pisać pamiętnik i zawsze kończyło się tak, że po jakimś czasie brałam nowy zeszyt) wypracowałam w sobie regularność w dodawaniu postów (której teraz mi niestety brak). Robiłam zdjęcia swoją starą nokią xpress music albo aparatem który właśnie dostałam od taty w "spadku" (i służy mi do dziś). Zdjęcia oczywiście nie były jakieś super, chociaż pamiętam że kilka z nich do dziś jest powodem mojej dumy. Ale i tak to dalej robiłam. Pisałam. Cykałam zdjęcia. Miałam można by powiedzieć hobby, które się rozwijało. Robiłam coś co serio lubiłam. Początki nigdy nie są łatwe. Ale od czegoś trzeba zacząć.
Jak na to wszystko reagowali znajomi? No właśnie. Często spotykałam się z krytyką, a raczej hejtem. Że moje zdjęcia są kijowe, że nie mam gustu, że piszę totalne bzdury, że jestem "blogereczką", że jestem dziecinna. Nieraz się ze mnie wyśmiewano. Ze mnie i mojego bloga. Przez to, że udostępniałam link do niego w różnych miejscach, typu ówczesna sieć społecznościowa -> nasza klasa chociażby (nie miałam ku temu żadnych oporów), sporo znajomych ze szkoły wchodziło, komentowało albo nabijało się w szkole. Dostawałam też hejty na stronie formspring.me (coś w guście teraźniejszej strony ask.fm). Można było być tam anonimowym, więc ludzie to wykorzystywali.
A jak ja reagowałam na te wszystkie słowa, spojrzenia, wyśmiewanie się? Na początku pamiętam, że toczyłam dyskusję na tym profilu do zadawania pytań. Starałam się bronić, nieraz wykłócałam. Ogólnie często udzielałam tam odpowiedzi. I zdecydowanie to całe bronienie się nie było ze strachu. Po prostu chciałam pokazać ludziom, że jest inaczej niż myślą.
Od małego uczono mnie, że trzeba walczyć o swoje. Nie poddawać się. Walczyć. Nic nigdy nie przyjdzie za darmo. A ludzie to tak na prawdę egoiści (wiem, że nie wszyscy widzą jedynie koniec swojego nosa, ale no wiecie o co chodzi). Trzeba walczyć o swoje zdanie, marzenia, pasje. A taka wygrana walka daje człowiekowi ogromny powód do dumy.
I ja też starałam się walczyć. Na początku na ogień reagowałam jeszcze większym ogniem. Z tego czasami rozwijały się różne spiny. Bywało nieciekawie. I szczerze z czasem byłam tym zmęczona. Bo co fajnego jest w ciągłym kłóceniu się z ludźmi, że to co robisz wcale nie jest do dupy. Ma jakiś sens. Przynajmniej dla Ciebie. Po jakimś czasie zmieniłam taktykę. Zaczęłam ignorować ludzi. To nie było łatwe, zwłaszcza na początku, ale powoli coś się zmieniało. Hejty były, ale nieco słabsze. Ludzie przestali się naśmiewać w takim stopniu jak robili to wcześniej.
Co mnie naszło żeby ignorować te wszystkie hejty? Sama nie wiem. Może tak jak napisałam, byłam już zmęczona ciągłymi dyskusjami, wykłócaniem się o swoje zdanie. Po części też zauważyłam, że ludzie zawsze muszą wtrącić swoje trzy grosze. I zawsze komentują innych, jeśli te inne osoby coś robią. Zwłaszcza coś innego. Zawsze tak było i będzie.
Człowiek to taka istota, która mimo wszystko patrzy na innych. Obserwuje otoczenie, czasami kogoś pochwali, czasami skrytykuje. Taka już nasza natura. I niestety są ludzie, którzy czerpią satysfakcję z hejtowania innych. Bo przecież poczują się dużo lepiej jeśli kogoś wyśmieją, powiedzą, że to co ten ktoś robi jest do dupy. Że to ta osoba jest kijowa i bez gustu. Tacy ludzie często tak na prawdę nic sobą nie reprezentują i mają tzw. "ból dupy" o to, że ktoś coś robi. Że ma jakieś hobby, zajęcie, że lubi coś innego niż pozostałe osoby z otoczenia. 
Bycie innym zawsze było i będzie krytykowane. Ale nie można się temu poddawać. Wiem, że łatwo mówić. Bardzo łatwo to mówić. Dużo gorzej już z praktyką. Tylko czy serio jest sens słuchać innych i być takim jak inni?
Często jak gdzieś wchodzę na jakieś grupy czy forum i na przykład jest temat o blogowaniu czy vlogowaniu, czytam, że  ludzie boją się założyć swojego bloga czy zacząć nagrywać filmiki na youtubie, bo boją się opinii innych. Tego co powie rodzina, znajomi w szkole. Boją się zacząć robić to na co mają pomysł i co może się przerodzić się w wielką pasję bo boją się krytyki, wyśmiewania. Ile to razy można usłyszeć od rodziców "zajmij się nauką a nie jakieś głupoty w głowie". W szkole podobnie. Tylko czy jest sens tak bardzo słuchać zdania innych? Ludzie nie przeżyją za nas życia, nie skończą szkoły, nie znajdą pracy. A życie ma się tylko jedne. Więc czy serio jest sens marnować je tylko po to żeby nie odstawać od reszty i nie nadstawiać się na krytykę? Czy nie lepiej rozwijać coś co się lubi, przeżyć życie tak, żeby było co wspominać na stare lata?
Nie można całego życia podporządkowywać innym. Żyć takim życiem, żeby nikt nie mógł o nas powiedzieć złego słowa (chociaż i tak mówią). To tak naprawdę nie jest prawdziwe życie. Bo nie jest się wolnym człowiekiem. Każdy jest inny, każdy lubi co innego, każdy jest dobry w czymś innym. A żeby odnaleźć to w czym jest się dobrym, trzeba spróbować wielu rzeczy. Nie patrzeć na to co powiedzą ludzie, tylko robić swoje. Dążyć małymi kroczkami do celu. A osiągając szczyt swoich ambicji, duma z tego co się dokonało jest ogromna. I serio, wtedy krytyka ludzi to nic w porównaniu z tym co się czuję po tej całej drodze.
Szczerze. Mimo, że bloguję już tyle lat, nie czuję się w tym dobra. Ba, myślę, że jestem na tym początkowym poziomie pisania. Konta na photoblogu zmieniałam co jakiś czas i chyba  miałam ich nawet z 4 jeśli dobrze pamiętam. Blogów takich jak ten, też miałam kilka. Tego prowadzę od września. I jest to pierwsza tego typu strona, gdzie pisząc czuję, że zaczynam to robić tak jak chciałam od dawien dawna. W taki sposób właśnie. Nie wiem czy ten blog się rozwinie, czy odwrotnie, stanie się miejscem gdzie będę zaglądała i pisała coś raz na jakiś czas oraz wstawiała zdjęcia tak jak robię to teraz (mam jednak nadzieję, że na nowo wpadnę w wir regularnego dodawania postów tak jak kiedyś na photoblogu bo tęsknię za tym, i to tak serio). Ale lubię to co robię. Pisanie czy przygotowywanie zdjęć i wstawianie ich tutaj sprawia mi radość. Nawet jeśli nie jest to jakieś nie wiadomo jak dobre, jest po prostu moje. To jest mój kawałek internetu, gdzie mogę tworzyć to co ja chcę. I tego się trzymam.
To samo tyczy się instagrama. Chociaż tam nie dostawałam hejtów, aczkolwiek ludzie różnie reagują na ilość zdjęć, którą już tam uzbierałam. Ponad 2000 zdjęć to w końcu nie jest mała liczba. Dla kogoś może to oznaczać brak życia, że "wszystko muszę dokumentować". Dla mnie jest to zbieranie wspomnień. Konto tam prowadzę...w sumie wczoraj minęło 2 i pół roku. Tak, właśnie tyle. I przez ten czas uzbierałam tyle zdjęć. Czemu je tam umieszczam? Bo lubię, po prostu. Jest to swego rodzaju mój internetowy pamiętnik, którym lubię się dzielić z ludźmi. Bo czemu nie? Zdjęcia robię i gorsze i lepsze. Każde ma w sobie to coś. Jakąś historię. Lubię raz na jakiś czas wejść na swój profil i przejrzeć zdjęcia sprzed jakiegoś okresu czasu. Powspominać jak wtedy było, co się działo, jak się wtedy czułam, itd. A widzę też, że jest ta garstka ludzi, którzy odwiedzają mnie regularnie, którym podoba się, jak to prowadzę, co robię. To jest naprawdę miłe.
Ten post siedział w wersjach roboczych od grudnia. Jedyne co zostało po tamtej wersji to tytuł. Cieszę się, że w końcu udało mi się go napisać i opublikować. I to w taki sposób, że naprawdę jestem zadowolona z tego jak mi to wyszło.
Na zakończenie chcę jeszcze napisać, żebyście naprawdę walczyli o swoje, robili co kochacie i nie przejmowali się opinią innych. Najważniejsze żebyście dążyli do postawionych sobie celów i spełnienia swoich marzeń. Robienie czegoś swojego jest naprawdę fajne! Nie bójcie się tego co ktoś Wam może powiedzieć. Ludzie zawsze byli i będą zawistni. Nie lubią jak ktoś się wychyla z "szeregu". Dlatego właśnie wszyscy co robią coś swojego są tak hejtowani. I to właśnie z nich trzeba brać przykład i nie przejmować się resztą.

Be yourself and do what you like!
Dobranoc


2 komentarze:

  1. Jak byłam dużo młodsza, to też miałam photobloga. Bardzo lubiłam robić zdjęcia, wstawiać je tam i dodawać jakieś krótkie wpisy. Ale po jakimś czasie parę zazdrosnych koleżanek nieustannie wyśmiewało moje zdjęcia i to, co robię. Bardzo się wtedy tym przejęłam, usunęłam photobloga i nie dotknęłam więcej aparatu. Do robienia zdjęć wróciłam dopiero jak założyłam mojego obecnego bloga. I teraz wiem, że się nie poddam, choćby nie wiem ile kłód pod nogi mi rzucali. Znajomi potrafią być gorsi od tych anonimowych ludzi...
    A co do instagrama, jestem na nim już ok. 4 lata i strasznie żałuję, że pousuwałam wszystkie zdjęcia z wcześniejszego okresu, bo z chęcią bym do nich wróciła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do pierwszej części, to ja jak widać też dostawałam masę nieprzyjemnych komentarzy na temat tego co robię (i w internecie i w twarz), ale starałam się tym nie przejmować i wygrałam :D
      Kilka razy korciło mnie, żeby usunąć część zdjęć z instagramu, jednak wiem, że bym tego szybko pożałowała.

      Usuń