1 mar 2016

Zieleniec

Hej!

Trochę się tutaj nie odzywałam. Najpierw zamieszanie z poprawkami a później wyjazd. I o nim będzie ten post. W sobotę wróciłam z tygodniowego pobytu w Zieleńcu. Myślę, że każdy kto zimę spędza aktywnie jeżdżąc na nartach czy snowboardzie, zna to miejsce. Jest dosyć popularne. Sama jeżdżę na nartach od mniej więcej 10 lat jakoś. Jednak miałam dwuletnią przerwę, ferie zarówno w klasie maturalnej jak i na pierwszym roku studiów spędziłam w domu. Wydawało mi się wtedy, że fakt może i bym pozjeżdżała ze stoków ale jakoś strasznego parcia na to nie mam. Właśnie, wydawało. Kiedy wróciłam do Trójmiasta i weszłam do swojego pokoju zrobiło mi się smutno, że już tutaj wróciłam.
Miejsce super (jak się okazało po tych stokach jeździłam na obozie 3 lata temu, także dawne rejony), ekipa też. W momencie kiedy włożyłam na nogi narty i zjechałam kawałek w dół, poczułam jak za tym tęskniłam. Mam nadzieję, że za rok tez uda mi się gdzieś wyskoczyć, ale dla odmiany w planach mam spróbować snowboardu. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Tymczasem zapraszam Was na relacje zdjęciową :)


Mimo, że drugi koniec polski, to na drogę na prawdę nie było co narzekać. Zajęła ona nam jakoś 6-7 godzin (wyjechaliśmy około 9.30 a na miejscu byliśmy około 16) , kiedy jadąc do Białki Tatrzańskiej wstawialiśmy o świcie a na miejscu byliśmy późnym popołudniem, także duży plus.








Jeśli chodzi o hotel czyli "Absolwent", bardzo polecam. Całkiem spoko standard, miła obsługa, fajny wystrój wnętrza, dobre jedzenie (na śniadanie szwedzki stół, a na obiad codziennie po dwa dania zarówno jeśli chodzi o zupy jak i drugie dania), narciarnia i wypożyczalnia nart w środku, bardzo blisko do jednego z głównych wyciągów (wystarczyło podejść kawałeczek pod górę i przejść na drugą stronę).


Jak widać sporo mnie było na snapchacie, haha
Zdecydowanie było co pokazywać.



Pierwszy raz piłam grzane wino i całkiem niezłe muszę przyznać, haha







Moja siostra taka artystka!


Mały prezent na imieniny, które miałam 22 lutego. Pianki w kształcie smerfów znalazła mi mama, ale większość zjadła mi moja siostra :(













































Jeśli chodzi o warunki pogodowe to następnego dnia od kiedy przyjechaliśmy, padał deszcz i zapowiadało się nieciekawie. Jak się okazało, był to tylko jeden dzień, później świeciło słonko, sypał śnieg i już na warunki naprawdę nie można było narzekać.

Do napisania :)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz